Testujemy Fishtank 6000 Corona – najnowszą obudowę od ENDORFY

ENDORFY to bez wątpienia obecnie największy polski producent sprzętu dla graczy i jego produkty zawsze wzbudzają spore emocje. Tak też jest z nową obudową – Fishtank 6000 Corona, na którą czekaliśmy blisko rok, ale zdecydowanie było warto. Zapraszam teraz do jej pełnej recenzji!



Po raz pierwszy z konceptem modelu Fishtank spotkałem się podczas wizyty na stoisku ENDORFY podczas Computex 2025 na Tajwanie – zgadza się – to na tyle duża i rozpoznawalna globalnie marka, że nawet podczas największych targów komputerowych wystawia się ze swoimi produktami. Względem wtedy pokazanego prototypu zmieniło się praktycznie wszystko poza samą ideą – zrobienia obudowy typu akwarium, która będzie z jednej strony konstrukcją kompaktową (jednocześnie pracowali też nad niedawno wprowadzonym do sprzedaży i większym Aquariusem), ale też zaoferuje możliwość wykorzystania najbardziej prądożernych podzespołów bez generowania odgłosu nadciągającego tornada. Teraz, gdy już miałem okazję ją przetestować, mogę śmiało powiedzieć, że cel ten osiągnięto, ale nie zapędzajmy się aż tak z wnioskami – na początek pozwólcie, że zaprezentuję wam samą konstrukcję.

Wysoka jakość spotyka wysoką funkcjonalność 

Obudowa dotarła do mnie w sklepowym kartonie, zatem w piankowych wytłoczkach i w folii ochronnej. W środku znalazłem obrazkową instrukcję obsługi oraz woreczek strunowy z akcesoriami. Tu drobny minusik – w tym segmencie większość producentów dokłada jednak plastikowy organizer na śrubki i akcesoria, co ułatwia montaż PC. Pisząc akcesoria, mam w zasadzie na myśli trzy opaski na rzep z logo ENDORFY oraz podobnie obrandowaną ścierkę do szkła. Jest też kilka trytytek, z których ostatecznie nie musiałem korzystać bo wewnątrz obudowy fabrycznie czeka kolejnych pięć rzepów.

Do otwarcia szklanego boku wystarczy odkręcić jedną śrubkę z dużą główką, pozwalającą nie używać śrubokręta. W przeciwieństwie do Aquariusa nie trzeba ściągać góry obudowy, jako że ta jest tutaj częścią konstrukcji. Górny filtr przeciwkurzowy jest magnetyczny, podobnie jak filtr na bocznym panelu. Dobrze czytacie – ENDORFY w przypadku Fishtank faktycznie dodaje magnetyczny filtr przeciwkurzowy na wentylatory zasysające powietrze do obudowy! Niby to oczywiste rozwiązanie, ale jednak nie każda obudowa jest w nie wyposażona.

Ostatni z filtrów jest ogromną ramką wysuwaną od spodu obudowy – filtruje nie tylko powietrze dostające się do zasilacza, ale również to zasysane przez wentylatory obudowy, jeżeli takowe zamontujemy na piwnicy (można tam wstawić dwa wentylatory 120 mm), przy czym tutaj jest pewne niedopatrzenie – boki piwnicy są perforowane i ta perforacja nie jest już filtrowana, zatem część powietrza od spodu będzie zasysana razem z kurzem.

Piwnica w większości jest metalowa, ale jej zwieńczenie przy przedniej ścianie jest już z tworzywa sztucznego, jako że schodzi ku dołowi, aby skierować powietrze z ostatniego wentylatora na kartę graficzną, a dodatkowo też pozwolić na zastosowanie większego szkła – tak na froncie, jak i z boku (szkło przykrywa połowę ściany bocznej piwnicy). Dodaje to dosyć unikatowego wyglądu obudowie i pozwala dobrze wyeksponować logo producenta.

To samo logo znajdziemy też na przycisku zasilania – oczywiście z podświetleniem (białym). Przycisk razem ze złączami USB (2x typu A i jedno nowsze USB typu C) i złączem audio (combo miniJack) wyprowadzono u podstawy obudowy blisko frontu – tak, aby mieć do nich łatwy dostęp, gdy obudowę postawimy na biurku po prawej stronie monitora. Zatem dokładnie tak, jak stać powinna tego typu obudowa z podwójnym przeszkleniem. Jest tam też przycisk odpowiedzialny za reset, ale fabrycznie jest spięty z kontrolerem ARGB i służy do zmiany trybów pracy podświetlenia wentylatorów.

Koncentrator ten zamocowano z tyłu obudowy i pozwala podpiąć do pięciu urządzeń, co oznacza, że jedno miejsce jest fabrycznie wolne i można w nie wpiąć np. sterowanie podświetleniem chłodzenia procesora, aby całość synchronizować w ramach jednego kanału na płycie głównej. Naturalnie koncentrator obsługuje też sterowanie wentylatorami i jest zasilany przewodem SATA. Przewód od przycisku na obudowie można przepiąć na płytę główną do pinów od resetowania i wtedy sterowanie podświetleniem przekazać oprogramowaniu płyty głównej.

W przestrzeni za płytą główną znajduje się specjalna tacka na dyski – można do niej przytwierdzić dwa nośniki 2,5” lub jeden 3,5”, jeżeli jego wysokość nie będzie przekraczać 2,2 cm. Kolejny nośnik 3,5” (tutaj już bez ograniczeń wysokości) lub 2,5” można zamontować na podłodze obudowy pod plastikowym fragmentem piwnicy. Oznacza to, że zasilacz maksymalnie może mieć 25 cm długości, co nieszczególnie jest ograniczeniem, jako że większość jednostek mierzy poniżej 20 cm. Trochę jednak szkoda, że zasilacz nie jest mocowany na dodatkowej ramce i trzeba go wsuwać od boku.

Ciekawym patentem jest natomiast magnetyczna maskownica śledzi kart rozszerzeń – pozwala to szybkim ruchem dostać się do śrubek, które na co dzień są skrzętnie ukryte. Obudowa wspiera pełen format ATX (a po prawdzie to nawet część E-ATX wejdzie – do 28 cm szerokości), co oznacza, że to minimum w formie siedmiu śledzi jest tu spełnione. Śledzie są przykręcane i perforowane a maksymalna długość karty rozszerzeń, np. karty graficznej, to 44,5 cm, zatem wejdą nawet najdłuższe istniejące GPU, które zwykle też zaskakują wysokością. W tym przypadku Fishtank 6000 jest gotów na chłodzenie o wysokości 182 mm (co dotyczy również chłodzenia procesora), zatem nawet najwyższe konstrukcje jak Gigabyte AORUS Master (15 cm) będą miały odpowiedni zapas miejsca na zagięcie przewodu.

Problemy z montażem GPU pojawią się dopiero, gdy postanowimy na bocznej ściance wymienić fabryczne wentylatory na całe chłodzenie AIO dla procesora. To maksymalnie może mieć rozmiar 360 mm (dla wentylatorów 120 mm) lub 280 mm (dla wentylatorów 140 mm), ale w takim układzie maksymalna długość GPU to już “tylko” 30 cm. Naturalnie lepszym miejscem na montaż chłodnicy CPU jest szczyt obudowy – wspiera te same rozmiary chłodzeń i wtedy niczego nie limituje. W najbardziej ekstrawaganckim zestawie można nawet połączyć AIO 240 dla procesora z AIO 360 dla GPU! Warto wspomnieć, że ramka na wentylatory na boku jest demontowalna, co ułatwia wymianę wentylatorów lub ich czyszczenie.

Ostatecznie na dole piwnicy można zamontować dodatkowe dwa wentylatory, co wspominałem już wcześniej, przy czym nie ma to większego sensu. Przewody upchane w piwnicy oraz sam zasilacz skutecznie będą blokować przepływ powietrza, a do tego takie wentylatory popsują starannie zaprojektowane feng shui obudowy. Tu warto zwrócić uwagę, że ENDORFY nie oszczędzało tym razem na gumkach i trzy otwory w piwnicy mają gumowe maskownice. Otwory przy płycie głównej już ich nie posiadają, ale są na tyle schowane, że nie jest to wielki problem. Sama płyta główna może być też jedną z tych specyficznych ze złączami wyprowadzonymi od tyłu (np. BTF od Asusa albo Project Zero od MSI).

Układanie kabli w Fishtank 6000 to czysta przyjemność

Pod względem montażu nowa obudowa ENDORFY jest bardzo wdzięcznym produktem. W środku jest na tyle dużo przestrzeni, że nie trzeba niczego demontować, nawet pod montaż płyty E-ATX. Przeniesienie podzespołów z wcześniej testowanego Aquarius 8000 zajęło mi dosłownie 25 minut, wliczając w to solidne ułożenie przewodów. Zgodnie z oczekiwaniem, żadna trytytka nie była tu potrzebna, a wręcz zostały mi jeszcze dwa zapasowe rzepy.

Użyłem chłodzenia AIO Endorfy Navis F240, które znowu początkowo wydawało się małe, ale po odpaleniu komputera, gdy zaświeciło się RGB, prezentuje się lepiej, niż gdybym zastosował większą chłodnicę. Co jednak istotne, to takie chłodzenie dokłada dodatkowe przewody z tyłu obudowy, a i tak udało się wszystko bardzo zgrabnie połączyć – zresztą sami wyżej widzicie efekty. Początkowo obawiałem się, że przewody od chłodnicy oraz część pozostałych będzie widoczna przez otwór bez gumowej maskownicy, ale bez problemu udało się całość tak ułożyć, że od frontu nic nie widać.

Zasilacz to popularna, wybitnie opłacalna i w pełni modularna jednostka ENDORFY Supremo FM6 o mocy 750 W. Kartę graficzną zasilała nowym przewodem z obu stron zakończonym złączem 12V 2×6-PIN – przewód ten wyprowadza się jednym z przelotów z masującą gumką na suficie piwnicy, dzięki czemu nie napręża się idąc do GPU – w tym przypadku RTX 5070 Ti z trzyslotowym chłodzeniem. Tutaj trochę ubolewam, że GPU nie ma podświetlenia, bo przez to strefa pod nim jest nieco “mroczna”.

Testy wykazują, że Fishtank 6000 jest łaskawy dla GPU, ale nie dla CPU

Dobór podzespołów nie był przypadkowy. Poza wspomnianym RTX 5070 Ti do schłodzenia w torturowym teście mocy był też najnowszy Core Ultra 7 270K+, który realnie jest w stanie pobrać na domyślnych ustawieniach ponad 280 W energii (średnio jest to jednak wartość z limitu – 255 W). Sumując, to z dokładnie 300 W poboru energii karty, oraz 30-40 W poboru pozostałych podzespołów podczas testu, mamy do odprowadzenia 600 W energii – to wartość bliska temu, co podczas zwykłego grania odnotowuję na zestawie z Ryzen 7 9800X3D oraz GeForce RTX 5090! Zasilacz ENDORFY ma tutaj zatem też ręce pełne roboty i też dokłada swoją porcję ciepła do wnętrza jednostki (promieniując przez własną obudowę).

Po godzinie testu (całkowicie nierealistyczne 100% obciążenia wszystkich podzespołów) komputer dalej pracował stabilnie i, co więcej, utrzymywał praktycznie takie same i maksymalne dla domyślnych ustawień taktowanie, jak na początku testu – różnica względem tego samego testu w większej obudowie Aquarius to raptem 30-40 MHz (<1%). Trzeba jednak odnotować, że chłodzenie procesora nie miało już lekko i ten ostatecznie ustabilizował się na dokładnie 100°C – zaledwie 5°C od wartości, przy której Intel zaczyna obniżać taktowanie. Dla porównania, w obudowie Aquarius, z której przeniosłem cały zestaw (bez ściągania chłodzenia z procesora!) te odczyty zatrzymały się na 92°C, zatem ze znacznie większym zapasem, który przydałby się np. gdybym testów nie robił w klimatyzowanym pomieszczeniu. Temperatura otoczenia w trakcie testu wynosiła 22°C, podczas gdy wewnątrz obudowy odczyty powietrza dochodziły do 33°C – to o 3°C więcej niż w Aquarius.

Z drugiej strony to w Fishtank 6000 uzyskałem lepsze odczyty z GPU – GeForce w nowej obudowie przez większość czasu pracował z 2-3°C niższą temperaturą (i z niższymi obrotami), co przełożyło się na ciut wyższe taktowanie rdzenia (15-30 MHz wzrostu). To już raczej niuanse, ale pokazują, że cyrkulacja powietrza w Fishtank bardziej sprzyja GPU niż CPU, co jest… bardzo dobrą informacją! W zestawie dla graczy to karta przez większość czasu pobiera 70% całej energii i gdybym testy prowadził np. w takim Cyberpunk 2077 grając w 4K z Path Traciniem przy 120-150 FPS (a tyle klatek ten zestaw wyciąga z pomocą DLSS), to procesor Intela pobierałby co najwyżej 130-140 W. Co więcej – gdybym zastosował tutaj procesor AMD Ryzen 7 9800X3D po undervoltingu, to chłodzenie procesora pewnie wyłączyłoby wentylatory, mając do odprowadzenia tylko 70 W ciepła…

Wentylatory Corona są nie tylko ładne, ale też ciche

Samo radzenie sobie z taką ilością ciepła to jedno, ale ENDORFY Fishtank 6000 Corona robi to dodatkowo bardzo cicho. To znaczy, podczas powyższego testu zdecydowanie cicho nie było – chłodzenie procesora musiało pracować pełną parą wchodząc na 2000 RPM i obudowa też rozkręciła wentylatory do 1500 RPM, podobnie jak karta graficzna. Tylko że takie obciążenie jest niemożliwe do odtworzenia w realnym zastosowaniu. Podczas grania, gdy wentylatory na Navis F240 nie przekraczają 1300 RPM, a karta utrzymuje podobne obroty swojego chłodzenia, wentylatory obudowy obniżają obroty do 700-800 RPM i wtedy generowany przez nie dźwięk całkowicie znika w tle.

Gdy na komputerze pracujemy biurowo lub ogólnie obciążenie jest bardzo niskie, to płyta główna może obniżyć prędkość wentylatorów Corona nawet poniżej 300 RPM i wtedy trzeba ucho przystawić bardzo blisko, aby coś usłyszeć – najpewniej tak, jak u mnie, własny krzyk spowodowany włożeniem ucha w wentylator – nie polecam 😉 A tak już całkiem serio – to ten typ obudowy, do której warto inwestować w bardzo ciche podzespoły, bo sama z siebie nie zwiększy poziomu hałasu całego zestawu.

ENDORFY Fishtank 6000 Corona vs chińscy i zachodni producenci

Polski producent zdecydowanie nie jest pierwszy w kategorii “obudowa typu akwarium” i obecnie w podobnej albo nawet niższej cenie można dostać wiele podobnych obudów. Ciekawą alternatywą dla Fishtanka 6000 z pewnością będzie niemiecki be quiet! Light Base 500 LX, który jest konstrukcją dwukomorową bez piwnicy. Tutaj jakość i funkcjonalność wypada bardzo podobnie, jako że obie obudowy są produktami z wyższego segmentu i wybór powinien sprowadzić się do preferencji wizualnych. Jeżeli szukamy czegoś bardziej budżetowego to (polski) Modecom oraz (chiński) Chieftec mają w swojej ofercie obecnie najlepiej wycenione “akwaria” – modele Panorama APEX oraz Visio GM-30B.

Natomiast najbliżej propozycji ENDORFY plasuje się obecnie Modecom Volcano Stellar Plus, który w tej samej cenie oferuje 2x więcej wentylatorów, choć jest przy tym nieco słabiej wykonany, a jego wentylatory pracują głośniej. Jest też całkowicie chiński Thermalright A70 – nowa propozycja, której jeszcze nie miałem okazji przetestować, ale przykuwa uwagę zastosowaniem szkła nie tylko z boku i na froncie, ale też na szczycie. Dostępna jest też w wersji z ekranem wewnątrz obudowy, choć wtedy jest już znacznie droższa od ENDORFY Fishtank 6000 Corona.

Czy to wszystko jest warte 550 zł?

Podsumowując zatem już całość – ENDORFY Fishtank 6000 Corona to obudowa solidna, funkcjonalna oraz, już bardzo subiektywnie oceniając, bardzo atrakcyjna wizualnie. Fabrycznie zastosowane wentylatory (trzy odwrócone Corona 120 i jeden standardowy Corona 120) oferują pełen zakres sterowania PMW (obroty) i ARGB (kolory) i do tego fabrycznie już są wpięte w porządny kontroler (o tym w sumie nie wspomniałem, a to zaleta, że nie trzeba tego samemu spinać). W środku jest dużo miejsca i kluczowe przejścia na kable są zamaskowane gumkami.

System układania kabli został bardzo dobrze przemyślany, a do środka zmieścimy do trzech dodatkowych dysków. Mimo tego obudowa nie jest przesadnie duża, a wręcz powiedziałbym, że sprawia wrażenie bardzo zgrabnej, w czym oczywiście pomaga dwustronne przeszklenie. Ogromny plus to komplet łatwych w demontażu filtrów przeciwkurzowych oraz ogólne osiągi w testach obciążeniowych. To obudowa, w której bez problemu złożycie nawet najszybszego PC i ten nie będzie się przegrzewać, co zdecydowanie jest dużym osiągnięciem dla obudowy z wentylatorami z boku (zamiast od frontu).

ENDORFY wyśmienicie połączyło tu styl i wydajność, za co obudowa ta otrzymuje ode mnie solidną rekomendację i uważam, że faktycznie jest warta tych 550 zł, za które można ją nabyć w Komputroniku. Jest też dostępna wersja FLEX – za 400 zł oferuje praktycznie to samo, tylko że bez wentylatorów. To dobra opcja dla osób, które nie lubią wentylatorów typu “ring” i wolą sobie dokupić chociażby klasyczne ENDORFY Stratus (przy czym te nadal nie występują w wersji odwróconej!) albo takie nowe KRUX Corvus – za 170 zł dostaniecie cztery sztuki (w tym 3-pack “reversów”). Innymi słowy – co kto lubi 🙂


Mogą Cię też zainteresować:

zdjęcie autora
Autor
Wojciech Spychała
Dziennikarz branży komputerowej od lat zajmujący się testowaniem najnowszych rozwiązań sprzętowych oraz technologicznych. Obecnie redaktor portalu benchmark.pl, jeden z prowadzących kanałów YouTube Komputronik oraz twarz stojąca za kanałem YouTube Po Testach.
Dziękujemy, że przeczytałeś cały artykuł. Jak go oceniasz?
5/5 (3 głosy)

Czytaj więcej